Koniec kultury grind: Dlaczego świat odchodzi od ciągłego zapieprzu i stawia na balans?
- Paulina Skorupa
- 18 lut
- 3 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 25 lut
Dorastałam w czasach wczesnego kapitalizmu w Polsce, a moja wiedza o świecie pochodziła głównie z amerykańskich filmów i seriali. Korporacyjna Ameryka, to było życie, Nowy York, imprezy i styl ubierania. Czego wtedy nie widziałam, to ilość godzin do przepracowania, 60 albo 70 tygodniowo i brak życia poza pracą. Grind czyli intensywna, często wyczerpująca praca, której celem jest osiągnięcie sukcesu, często kosztem zdrowia, czasu wolnego i równowagi życiowej. Praca była celem samym w sobie, a work-life balance nie istniało w ogóle.
Ale świat się bardzo zmienił od tego czasu, moim zdaniem na lepsze. Ja nie jestem za romantyzowaniem „starych dobrych czasów”, jestem na to zbyt wygodnicka. Lubię życie teraz, lubię Internet, lubię technologię i to że jesteśmy cywilizacją „pieszczoszków”. Kocham udogodnienia, apki do zamawiania jedzenia i ubrań i Pinteresta, gdzie znajdę wszystkie graficzne referencje. To jest wielki przywilej mieć takie życie.
To przekłada się także na dostęp do informacji i na dobrobyt. Ludziom żyje się lepiej, więcej podróżują, bo jest to łatwe. Mają więcej możliwości zarobku, na przykład przez Internet. Rozumieją, że nie samą pracą żyje człowiek. To co było definicją sukcesu 40 lat temu, już nie przekłada się na rzeczywistość. Młode pokolenie wkraczające na rynek pracy nie chce podążać starymi ścieżkami, nie chce pracować tyle godzin tygodniowo. Chcą mieć czas po pracy dla siebie, nie chcą robić nadgodzin i wspinać się po szczeblach kariery. Bardziej cenią możliwość pójścia na zajęcia po pracy i spokojne życie.
Ja widzę w tym dużą rolę pandemii, która pięknie pokazała, że efektywność to nie tylko siedzenie w biurze. Jak pięknie otworzyło to drzwi dla pracy z domu dla pracowników średniego i niższego szczebla, co wcześniej było zarezerwowane tylko dla bardzo wysokiej kadry. Jak bardzo dobrze przełożyło się to na zadowolenie, na organizację pracy i na ten powiew wolności. Ludzie zaczęli mieszkać w domach, a nie tylko w nich spać. Zaczęli mieć czas na pasje i czas na małe przyjemności, takie jak np.: pieczenie chlebka bananowego, czy pisanie na blogach.

Mamy także do czynienia z wysypem, bo nie da się tego inaczej określić, książek o sukcesie. Większość z nich jest na podstawie własnych doświadczeń, więc zalecam trochę sceptycyzmu. Tym niemniej jednak, trend ogólny jest taki - Pracuj mądrze a nie ciężko. Na przykład Tim Ferris – 4 godzinny tydzień pracy, albo Atomowe nawyki – Jamesa Cleara, pokazują całkiem nową rzeczywistość. Pokazują, że można inaczej, nie tak jak się nauczyłaś. Można pracować mniej i zarabiać więcej, można mieć zupełnie inny zawód niż ten wyuczony.
Ale najbardziej interesujące jest to, że definicja sukcesu też się zmieniła. Jakość życia, mniejsza ilość stresu, wygoda staje się powoli ważniejsza od kasy i od stanowisk. Spokojne śniadanie w zaciszu domowym jest bardziej kuszące od nawet najpiękniejszego biura. Spacer przed pracą, czy w czasie lunchu jest lepszy niż gonitwa. Większa ilość wakacji, elastyczne godziny - to są nowoczesne oznaki sukcesu.
Na szczęście większość firm oferuje aktualnie model pracy hybrydowy, albo pracę z domu. A zamiast owocowych czwartków, elastyczne godziny. Lubię traktowanie pracowników jak dorosłych i nie lubię mikro managementu. Kiedy twoje cele są jasne i klarowne i dobrze wykonujesz swoją pracę a dodatkowo możesz po pracy zamknąć laptopa i zjeść kolację z rodziną przy stole, to jest wielki przywilej.
Jestem ciekawa jak to wygląda u Ciebie, czy pracujesz zdalnie? A może hybrydowo i co to dla Ciebie oznacza?
Comentários